Tibio, ojczyzno moja

Ty jesteś jak zdrowie,

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie

Kto w ciebie grał. Dziś marność twą w nowej odsłonie

Widzę i opisuje, bo tęsknie po tobie.

Czy ktoś pamięta jeszcze tego jakże starego MMORPG’a? Nawet jeśli z powodu braku krzesła nie graliście w Tibie, na pewno gdzieś Wam nazwa tej gry obiła się o uszy. W poprzedniej dekadzie była to po prostu pozycja mega mega popularna, zwłaszcza w Polsce. Grało się w podstawówce, grało się w domu, expiło się u kolegi „na zmianę”. W czym leżała magia Tibii, która przyciągała tysiące gimbusów przed ekrany komputerów? Jakim cudem ta produkcja przeżyła ponad 18 lat bez żadnej reklamy, nawet trailera, a jedynie dzięki poczcie pantoflowej?

Tibia_1

Model free2play zapewniał niesamowitą dostępność pozycji. Tibie mógł zainstalować każdy, na praktycznie każdym komputerze co dawało dość spore pole do popisu. Starczył jakiś żałosny Pentium III, z 256MB ramu, dziś w kieszeni nosimy bogatsze sprzęty w postaci smartphonów. Warto też wspomnieć o prostocie rozgrywki. Nieskomplikowany grind przerywany czasami jakimś questem sprawiał że była to produkcja nie tylko free2play, ale również easy2play. Co parę poziomów wystarczyło zmienić zbroje na ociupinkę lepszą i można było ruszać na dalsze polowanie, zagłębiając się w to coraz głębsze zakamarki czy to kopalni w Kazordoon, czy np. Orc Fortress. Grind wbrew pozorom nie nudził, a pogoń za kolejnymi poziomami napędzała wyścig wśród znajomych. W porównaniu do dzisiejszych czasów darmowość nie kastrowała komfortu gry. Była to jeszcze epoka pre-Androidowa, takie pojęcia jak mikropłatności po prostu nie funkcjonowały. Kto wyhaczył kasę z gwiazdki albo uzbierał w wakacje, kupował po prostu konto premium i na tym jego wydatki się kończyły, a możliwości w wirtualnym świecie wrastały do maksimum. Bajerancki strój, jeszcze więcej miejsc do polowań, możliwość wykupienia własnego domku… Kurde to było coś!

 

big_SD20_800X600Z Tibii już co prawda wyrosłem, jednak jakiś czynnik we mnie pozostał, który ciągnie mnie do powrotu i bezkresnego ubijania smoków. Jednak stało się coś złego. Kiedy po latach zaglądam do tej gry i czasami zostawiam w niej jakiś grosz, czuje się dymany na nostalgii. Czuje się dymany, zupełnie jak osoby które w poszukiwaniu jakości kupują chińskie słuchawki Unitry, wierząc, że będzie tak samo jak kiedyś. 

01

 

Boty boty boty… Wszyscy z czasem znudzili się grindowaniem, więc całą zabawę przekazali w ręce automatowi. Botowałem również i ja, patrząc na tamte lata śmieję się z siebie, jaki to durny ja byłem. Wyścig szczurów który trwa w Tibii do dziś niesamowicie zepsuł całą rozgrywkę. Pogoń za cyferkami pogrzebała to co w graniu jest najważniejsze – przyjemność z rozgrywki, wczucie się w postać swojego bohatera, czy nawet dopisywanie mu jego wymyślonej historii. Botowanie stało się dobrym zarobkiem, nadmierna ilość wirtualnej gotówki na Allegro sprawiła, że każdy za ekwiwalent paczki chipsów mógł sobie kupić swoją wymarzoną zbroję. Nadmierna ilość pieniędzy w grze spowodowała inflację oraz koniec końców dewaluację wszystkiego, co przez ostatnie 100 lvli zdobyliśmy, włącznie z wbitym doświadczeniem.
Capture

Do stopniowej agonii Tibii przyczynił się również sam Cipsoft, któremu kasa z płatnych kont już nie wystarczała. W zasadzie po części ich rozumiem, wszak utrzymanie całej infrastruktury kosztuje, graficy kosztują, sprzątaczka w biurze też. Pierwsze mikropłatności w postaci niewpływających na rozgrywkę nowych wyglądów postaci z dodatkami były na prawdę do przeżycia. Nie widzę w tym nic złego że ktoś kupi sobie jakiegoś wierzchowca czy nowe wdzianko. Jednak kolejne update’y sklepiku przekształciły niegdyś kultową grę w facebookowego-farmvillowego gniota. Działo się to wcześniej nieoficjalnie przez goldsellerów, potem Niemcy pomysłowi Januszy Biznesu przyklasnęli i wprowadzili własny oficjalny model transferu prawdziwej gotówki do wirtualnych dóbr.

Capture

Feedback społeczności już w pierwszych stadiach wprowadzenia totalnego pay2win nic nie pomógł, Cipsoft był po prostu głuchy na sugestie (czy może raczej oburzenie?) swoich graczy. Nadzieja na chociaż częściowe pozbycie się botów w postaci wypuszczenia gry na Steama przepadła. Gra pomimo otrzymania zielonego światła po paru latach wciąż nie została wypuszczona. O przejściu na model pay2play nie było nawet mowy. Szkoda, ban za botowanie na koncie na które łożymy abonament zdecydowanie odstraszyłby potencjalnych gości którzy chcą pokantować.

Capture

Status quo Cipsoftowi po prostu na tą chwilę odpowiada. Nie chcą poczynić jakikolwiek kroków w kierunku zmniejszenia plagi botterskiej, w dalszym stopniu pogrzebują ekonomie gry. Kwestia czasu, gracze wkrótce się odwrócą, a online pozostaną wyłącznie OTSy mające swoich stałych zwolenników, które zapełniają już podobną ilość graczy co oficjalne serwery gry.