Taniec – jak przypadek narodził pasje

Po dość poważnej operacji, stopniowo zwiększałem swoją aktywność fizyczną. A to coraz dłuższe spacery, a to samochód poszedł w odstawkę… I w miarę jej wzrostu zacząłem czuć się coraz lepiej. Szukałem czegoś więcej i mam wrażenie że to odnalazłem. Wybór padł na coś totalnie do mnie niepodobnego, coś wbrew mojej naturze, coś jak się potem okazało było strzałem w dziesiątkę.

Czasem brakuje nam w zabieganej codzienności głupiej godziny odpoczynku, nie tyle fizycznego, co mentalnego. Chociaż na tą chwilę oderwać się w środku tygodnia od rzeczywistości, zapominając o Bożym świecie. Przypadek a może zrzędność losu sprawiła, że udało mi się znaleźć tą godzinę “resetu” dla siebie. Udałem się na kurs tańca, towarzyskiego proszę Was. Ale jak to? Przecież mnie wyśmieją, ja nic a nic nie umiem. A co jak kogoś rozdepczę? Myślenie jest suką, która potrafi niszczyć życie. Nie bij piany, idź i przekonaj się na własnej skórze.

13450066_978101448971517_4412940372873389241_n

Mój pierwszy raz
Przybyłem, zatańczyłem, jakby nigdy nic. Nie szło mi ani trochę dobrze, jednak jedno we mnie uderzyło i zatrzymało do tej pory – uśmiech – prowadzącego, ludzi z kursu. Zbudował niesamowicie ciepłą i pozytywną atmosferę, atmosferę która po zajęciach uruchomiła we mnie jedną jedyną myśl: „Ja chcę jeszcze raz!”. Przez klimatyzacje w studiu urządziłem się dość srogim przeziębieniem na parę dni, ale już wtedy wiedziałem, że cholera, zrobiłem coś fajnego. Zaskoczyła mnie pozytywna reakcja na moją nową aktywność w całym otoczeniu, od ludzi ze studiów, przez rodzinę, po wykopkach kończąc. Dlaczego? Nie wiem, wiedziałem natomiast jedno.

YOU MUST GO DEEPER
Nie spodziewałem się niczego otwierając ten rozdział, no może poza lekkim rozruszaniem się przed weselem. Po tak fajnym otwarciu wiedziałem, wiedziałem że zrobię sobie kuku jeśli pozostawię ten temat na pastwę losu. Kolejne zajęcia były tylko kwestią dwóch tygodni i paru złociszy ekstra. Pierwszy raz na salsie solo i kolejny szok. Poczułem się jak głupek. Cholera, to nie jest takie łatwe. Jednak widząc te bardzo doświadczone osoby, patrząc na nie z podziwem myślałem: Też tak chce! Dostrzegłem potencjał, cholerny potencjał do rozwoju. Doświadczenie z innych dziedzin nauczyło mnie, że nic samo z siebie się nie bierze, że to prawdziwa pasja i ciężka praca rodzi profesjonalizm.IMG_20160730_133733[1]
Wakacje, więcej czasu więc uznałem że poświęcę tyle czasu i wykupię tyle zajęć ile to będzie możliwe. Są dwie opcje – albo się wciągnę na 150%, albo mi przejdzie. Teraz już wiem że chce to robić, po tej małej, trzymiesięcznej próbce już wiem, że chce dalej odkrywać taniec. Widać drobny bo drobny, ale postęp, jest głód zajęć, jest niesamowita chęć do dalszego działania. Postawiłem na tygodniowy trójbój – latino solo, jump4fit oraz towarzyski. Niektórzy wyjeżdżają na wakacje, ja wypoczywam w tańcu.
Co czuje obecnie na zajęciach? Wyłączam się. Nie ma tego co było, co będzie, jest tu i teraz. Czuje jak pozytywna energia przepływa przez moje ciało. Czas się niesamowicie kompresuje, godzinka przelatuje w jakieś trzydzieści minut. Mój początek przygody z tańcem totalnie odmienił mój stary zatwardziały stereotyp, traktujący to zajęcie jako coś zbyt trudnego, zbyt nudnego, fuj fuj ble.

comment_j9gn19MXBwuRePhzByoSRFvXw6RbOhQ7

Słowo dla niezdecydowanych
Warto wyjść z tej strefy komfortu, warto zasmakować tego owocu, nawet jeśli okaże się być gorzki. Niektóre osoby zwątpiły po pierwszych zajęciach i doskonale to rozumiem, nie każdy musi odnaleźć się w tym temacie. Jeśli chcesz spróbować, ale miałeś/aś jakieś obawy to wyrzuć je w diabły, przekonaj się na własnej skórze jak to wygląda. Pojedyncze zajęcia kosztują grosze, niektóre szkoły organizują czasami darmowe zajęcia – ja jak widzę coś z dopiskiem „za darmo” włącza mi się syndrom studenta i biorę, choćby to miało być wiadro kartofli. Maksymalna strata to godzina czasu, za cenę odkrycia czegoś nowego i coby nie gadać ciekawego – cena żadna, strzelam że każdy z nas jakieś sto razy więcej go zużył przeglądając bezproduktywnie śmieszne obrazki.