Spotkanie z historią – Commodore 64

Od czasu do czasu zaglądam na targi rupieci w Białymstoku na Wierzbowej. Można kupić tam wszystko, od ciuchów po elektronikę – prosta zasada, każdy handluje czym chce (w granicach prawa, „ziółka” lecznicze by raczej nie przeszły). Różne deale już tam widziałem, ale ostatni przykuł moją uwagę na tyle, że zdecydowałem się na niego pójść.

Kupiłem w ciemno Commodore 64C za ekwiwalent dwóch paczek fajek. Jeśli martwy trudno, najwyżej „zapoznam się z budową„, tak jak za młodu padre przekazywał mi trupy różnych urządzeń do przeprowadzenia „sekcji zwłok”. Po powrocie do domu szybkie Guglowanie #jaktoruszyć, potrzeba 5V DC o prądzie koło 1A, oraz 9V AC 1A. Jak wieść internetowa niosła te drugie zmienne jest potrzebne do funkcjonowania dźwięku, bez niego komputerek ruszy, tylko nie zagra. Wpiąłem się z zasilaniem, podpiąłem jeszcze video na krótko – działa.

Jestem geniuszem. Ani zasilacza, ani przewodów, tylko chwila pomyślunku wystarczyła aby przywołać do życia 30 letnią maszynę. Kawał historii za bezcen, grzechem by było nie zapoznać się z nią przy takiej okazji. Niespełna 1MHz!!! CPU (w wersji PAL), god dammit! Atmega na kwarcu ma 16 razy więcej. I do tego dźwięk pochodzący z magicznego scalaka SID – miód malina, zresztą słyszałem już go z utworów naszego rodzimego artysty LukHash‚a. Jest to mistrz Yoda sceny muzycznej Commodorów – warto zatrzymać się na chwilę i posłuchać jego twórczości.

Pobawiłem się paroma komendami,  BASIC’a znałem z początku moich przygód z mikrokontrolerami 🙂 Szukałem dalej… A może by tu w coś zagrać? Na tym antyku programy ładowało się z kaset magnetofonych i dystkietek. Popatrzyłem ceny osprzętu na allegro… Chrzanić to, nie będę kupował od Januszy Biznesu po cenach z dupy, nie kupię żadnej stacji dystkietek, sam sobie ją zbuduję, a co!

Internet już wszystko wyprodukował, toteż kwadrans z Googlem wskazał mi, że istnieje emulator stacji dystków dla C64, a nazywał się SD2IEC. Idea takiej przystawki jest banalna: Wrzucasz sobie romy dla c64 na kartę sd, wkładasz do emulatora i voila! Komputerek widzi to jak zwykły dysk. Mało tego, są gotowe opisy tego urządzenia, wystarczy tylko złożyć, wgrać wsad i pajechali!

 

Poskrobałem, poszukałem, wieczór później prototyp na płytce ATB został uruchomiony. Jako że miałem pod ręką tylko „malutką” Atmegę32A szukałem coś pod ten mikrokontroler. Znalazłem fajne gotowe rozwiązanie opisane na stronie: www.lincade.org/sd2iec-on-atmega32-easier-data-exchange-with-my-c128/ Dla tych którzy chcą to zbudować, nic w sumie nie muszę do tego gotowca dopowiadać – budujemy układ według schematu, wgrywamy .hex, ustawiamy fuse bity i działa. Ruszyło bez większych problemów. Znaczy był problem bo zapomniałem zasilić karty SD, ale w porę go rozwiązałem. Warto pamiętać, że urządzenia elektryczne działają zdecydowanie lepiej, jeśli są zasilane.

Automatowy Space Invaders? Czemu nie. Tydzień później prototyp przełożyłem na gotowy projekt, zapakowałem w fajną obudowę, dodałem diody. Zamówiłem jeszcze wtyki DIN, żeby wszystko grało i śpiewało – ocynowane kabelki w gnieździe trzymały się… Się nie trzymały.

Chciałbym w miejscu ekranika wkleić jakąś klimatyczną grafikę, jakieś pomysły? 😉

Warto wspomnieć że wtyk DIN8 (od audio video w C64C) istnieje w dwóch wersjach o różnym rozstawie pinów: 262 i 270 stopni. Do C64C pasuje ta o rozstawie 262 stopni.


Miałem lekki problem ponieważ zamówiłem akurat nie tą wersję co trzeba – część nieużywanych pinów trzeba było usunąć i na szczęście jako tako przypasowało się do gniazda. Osoba która projektowała te złącza to kawał trolla.

Następny wyjazd na giełdę rupieci przyniósł zakup kontrolera do antycznego

komputera. Jeszcze przed wyjazdem zastanawiałem się że fajnie coś
takiego byłoby dorwać i badum tss! Los zesłał mi niemalże sprawny
joystick do komody za 8zł. Deal nie najgorszy. Okazało się że blaszka
jednego ze styków była ułamana, ale co? Ja tego nie naprawię? Potrzymaj
mi piwo.

No fajnie, ale co dalej?

Chcę się zająć bardziej muzyczną częścią tego komputerka, moi fejsbukowi fani już jakiś czas widzieli moje pierwsze próby. Udało mi się znaleźć program od pianina, swoje pierwsze nuty na komodzie zagrałem 🙂 Być może zreanimuje projekt ze grającymi stacjami FDD i dołączę je do C64 – utworzyłoby to fajną retro maszynę grającą. Czy mi się to uda podczas tych wakacji? Wyjdzie w praniu, temat starego komputerka pochłonał mnie dość mocno, zresztą moich fanów z fanpage’a także. Warto go śledzić ponieważ wrzucam tam bardzo często różne zajawki tego, co się w moim warsztaciku podziewa :)Cała ta przygoda z Commodore64 dała mi do zrozumienia jak pierońsko dużego rozwoju technologicznego jesteśmy świadkami. Od liczydła zajmującego pół biurka po malutki „prostopadłościan” który potrafi wszystko – no może poza przeżyciem tygodnia bez ładowania baterii.

Bill Gates prawił: Gdyby samochody podlegały takim samym tendecjom rozwojowym jak komputery osobiste, to średniej wielkości samochód kosztowałby dziś dwadzieścia siedem dolarów. Ziarno prawdy w tym jest, nie da się ukryć. Na pewno nie musiałbym z oszczędności zasuwać komunikacją miejską.