Dlaczego nie piszę już o technologiach?

Wszyscy moi obserwujący z miesiąca na miesiąc zauważyli, że ilość nowego elektronicznego contentu, który wiódł prym na moim blogu spadła do zera. Nie było to ani przypadkiem, ani z lenistwa, elektronika sama w sobie przestała mnie podniecać. Jak do tego doszło?

5 lat temu, kiedy zacząłem odkrywać pierwsze „mądre” układy elektroniczne (takie bardziej „zaawansowane” od żarówki załączanej przełącznikiem), po jakimś czasie byłem znudzony. No super, dioda miga co sekundę, co dalej? Żeby cokolwiek się podziało trzeba zmieniać obwód, od nowa lutować, etc. Natrafiłem wtedy na artykuł na forbocie, prawiący o układzie sterującym do robota bazującym na mikrokontrolerze. Piszesz program i to napiszesz, ma przełożenie na rzeczywistość. Powiem mu żeby przejechał dwa metry i skręcił i on to zrobi. Wow, to i migać diodą z różną częstotliwością też się da? Jacie i nie trzeba zmieniać obwodu, lol. Wyobraziłem sobie ogrom możliwości, który z czasem przełożyłem na własną automatykę pieców w domu, termometry itd. itp. Po pół roku od rozpoczęcia zabawy sprzedałem pierwsze urządzenie. Nie było ono ani trochę dobre ale sam fakt, że udało mi się zrobić który steruje pompami względem temperatury i to z przestawialną histerezą, i nastawialną temperaturą. Wow, dobre to jest.

Kolejne lata mijały na odkrywaniu coraz to większych możliwości, w temacie się zakochałem, dłubałem całymi wieczorami. Z czasem jednak to uczucie zaczęło się powoli wypalać. Nie potrafiłem narzucić sobie kolejnych wyzwań, sztuka dla sztuki przestała mnie jarać. W elektronice można zbudować bardzo dużo, ale czy samo to jest wystarczającym powodem, aby spędzać z nią jeszcze więcej czasu, również po godzinach? Zadomowiła się ona przecież i tak w naszym każdym domu, każda Grażyna z Januszem ma tablet, smart—tv. Mam przesyt, mam jej dość, z chęcią pozbyłbym się smartphona gdyby nie uzależniło mnie od siebie Spotify. Możliwość komunikacji z człowiekiem z drugiego końca świata przestała robić na nas wrażenie, tak samo jak komputer w kieszeni który w poprzednim tysiącleciu zająłby powierzchnie dwóch mieszkań.

Po przejściu przez nowotwór i całym rollercoasterze negatywnych emocji potrzebowałem pozytywnego zastrzyku energii. Elektronika i IT jest tak bardzo z nich wyprana, że próżno jej tutaj szukać. Doskonale byłem tego świadom, że nie wyjdę z nią na prostą i że potrzebuje znacznie silniejszego bodźca, którym okazał się taniec. W parze czy solo, one są bardzo różne, ale te emocje które odczuwamy są prawdziwe, potrafią uzależnić. Przygoda z tańcem przyniosła mi fajne efekty nie tylko w sferze rozwoju stricte tanecznego, ale ta pozytywna energia rozniosła się na pozostałe dziedziny życia. Zmiana we mnie samym przez ostatni rok była diametralna i cholera, niech sobie dalej postępuje (o tym jeszcze będzie). Tymczasem symbolicznie tym wpisem kończę pewien etap w moim życiu z którego coby nie było jestem dumny. Przez te parę lat od początku działalności udało się stworzyć i odkryć bardzo dużo.

Elektronika jest wciąż czymś, co w jakimś stopniu mnie interesuje, ale nie na tyle żeby jarać się każdą nowinką czy entym projektem inteligentnego czegoś. Nic nie jest już w stanie mnie w niej zaskoczyć. W dalszym ciągu będę Was zapraszał na avrland.it, z tym że już raczej nie na technologie. W dalszym ciągu będzie pojawiać się nowy, tworzony w 100% w zgodzie ze mną samym content, który zdążyliście już doświadczyć od 2016 roku.