7 piosenek, które wbiły się w moją pamięć na dobre

To niesamowite, jak kluczową a zarazem niedocenioną pozycję zajmuje muzyka w naszym życiu. Przypomina nam miejsca, w których byliśmy, ludzi, z którymi spędzaliśmy te chwile oraz uczucia, które nam wtedy towarzyszyły. To niesamowite, że po usłyszeniu pierwszych sekund kawałka sprzed 10 lat ciśnie się nam na usta: cholera, pamiętam to!

Wiecie albo nie, w nowym cyfrowym świecie krąży sobie pewien duszek. Duszek ten po zbadaniu swojej ‘ofiary’ dostarcza jej najlepszy towar. Towar ten przybiera formę garści emocji, regularnie dostarczanej w nowych paczkach co tydzień. Emocje te bywają bardzo często znajome, inne zaś doświadczamy jako nowe albo na nowo. Czasami nie pasują do naszego charakteru, ale duszek świadomie czasem wprowadza nas w maliny. Celowo chce wyprowadzić nas poza strefę komfortu, cichuteńko podszeptując nam na ucho: hej, zajrzyj tutaj, może jest fajnie?. Warto podłubać nieco głębiej o czym sam się przekonałem. Muzyka za pośrednictwem Spotify odegrała istotną rolę w mojej rekonwalescencji po operacji, podobnie jak ETS2. Jedna istotna różnica – dealer emocji towarzyszy mi po dziś dzień i nie żałuję ani grosza wydanego na jego płatną wersję.

Muzyka-na-2016-rok

Pora uporządkować najlepsze kawałki, które utknęły w mojej głowie na dobre. Zapraszam na moją małą muzyczną podróż. Nie będzie bolało, obiecuje.

Załączam dwie drogi jej przejścia – linki to Youtube (starczy kliknąć w tytuł), dla chętnych playlista na Spotify. Have fun!


Peter Holens, Lindsey Stirling – Skyrim

Piękna adaptacja motywu z gry stworzona w duecie śpiewaka oraz epickiej skrzypaczki. Cały utwór potrafi wynieść duszę gdzieś do czasów średniowiecza, zapierających dech w piersiach widoków. Właściwy kawałek na właściwym miejscu, aż chce się chwycić miecz i zaciukać jakiegoś smoka. Epickie podróże, dzikość natury, czy pogadanki przy trunku w karczmie? Po prostu Skyrim.

Blockheads – Rise

Jedna z kilku moich piosenek ku pokrzepieniu serducha. Zaczynająca się spokojnie, zupełnie jak start w życie za szczenięcych czasów, po czym wszystko rusza z kopyta. Życie nabiera tempa, dość często okrutnego. Dorosłeś, skończyła się zabawa, trzeba walczyć o swoje. Mimo że czasem wszystko wali się na ryj, nie poddawaj się. Ludzie miesiącami walk pokonują raka a Ty się nie nauczysz na pieprzone kolokwium? Nawet mi Ciebie nie żal. Doskonale opisuje drogę jaką przeszedłem na początku tego roku. Boli to boli, zaciśnij zęby i wracaj do żywych – dokładnie tak odebrałem ten kawałek.Monkey-Headphones

Beyond the black – In the shadows

Ten niemiecki band zrobił jedną dobrą rzecz – zdecydował się nie śpiewać w swoim ojczystym języku, gdzie nawet prośba podania cukru brzmi jak rozkaz rozstrzału, a poszedł w bardziej uniwersalny angielski. Nie przypadkiem pojawił podczas naszej podróży, wszak łączy się z moim dość starym gimbazjalnym zamiłowaniem do muzyki metalowej. Mamy pewną fajną synergię, udowadniającą że metal to nie tylko przeklęte „szarpidruty” (chociaż przeklęty growl też w dobrej sytuacji jest spoko). Z jednej delikatnej strony mamy zjawiskowy kobiecy front, z drugiej jest ten pazurek w postaci riffów i solidnego walnięcia od refrenu. Taki mały dysonans przyciągnął moją uwagę do tego kawałka na zdecydowanie dłużej, chociaż nie tylko on…

Don’t give up to find your fortune.

Pada w niej takie sformułowanie które cholernie wbiło mi się w pamięć i jest niejako obecnie mottem mojego życia codziennego. Gdzieś na pewnym etapie życia o tym zapomniałem, gdzieś to we mnie zginęło zabite strefą komfortu i zadowoleniem z tego, co już jest na tu i teraz i po co nie trzeba się schylać. Dostałem jednak tego kopniaka w dupę w postaci poważnej choroby, z której lekką ręką się wycackałem. W reklamie któregoś auta padło hasło: Zamiast czekać, zacznij żyć. Dopiero kiedy przeżyłem na własnej skórze jak kruche może być zdrowie jak i życie, pomyślałem cholera, mają racje.

Damian SyjonFam – Powstanie

Niesamowity kawałek. Ma tę moc. Wsiadasz sobie do autobusu pełnego smutku i w jej trakcie doznajesz przemiany. Ze świata przepełnionego negatywnymi emocjami zaczynasz dostrzegać dobro. Dostrzegasz w twarzach ludzi nie złość, a nadzieje że ten dzień się powiedzie, że po prostu stanie się coś fajnego. Kiedy przygnębiony o poranku słucham „Powstania”, zamieniam Cholera to nie pójdzie, nie wyjdzie mi to, ni cholerki! na W zasadzie dlaczego miałoby się nie udać?.

toy-story-1995-wallpaper-1

Toy Story – Druha we mnie masz

Trzy pierwsze takty. Dokładnie tyle potrzebowałem aby momentalnie przenieść się w przepiękne czasy dzieciństwa. Wszystko było takie proste, każda głupotka cieszyła jak nigdy. Te nieskończone pokłady ciekawości, które kończyły się najczęściej albo poparzeniem albo pokrojeniem łap, to było coś! Radocha z każdego nowego doświadczenia była przednia. Tak, to był fajny fajny okres w żywocie każdego z nas. Z nostalgią wspominam tamte czasy, walki na tazosy, budowa własnych łuków i strzał z patyków od szaszłyków, podróże pierwszą motorynką, ohhh c’mon! To było coś pięknego!

Lunchmoney Lewis – Whip it!

Mamy również takie piosenki które jedną drobnostką wbijają się nam w pamięć. Tak było z Gangnam Style, tak było również z naszym rodzimym para-pa-para-pa-pam Zenka Martyniuka. Whip it, czyli „smyrnij?” to jest kolejnym tego typu tworem. Pozytywnie melodycznie, morda sama się cieszy, nucenie przez resztę dnia gwarantowane.

Two steps from hell – El Dorado

Na deser przedstawiciel gatunku epic music, czyli kawałków typowo trailerowych, które od biedy wcielić do nieco innych zastosowań. Doskonale nastraja bojowo przed ważnymi momentami, które napatoczą nam się po drodze. Podkreśla epickość zdarzeń, podczas słuchania El Dorado, nawet głupie posmarowanie chleba czy wstawienie wody na kawę może być niesamowitą chwilą. Przy dobrych słuchawkach można poczuć pozytywne ciarki na plecach, jest to mega przyjemne uczucie, osiągalne przy nielicznych nutkach.

High-Five-Dog-TrickTak oto dotarliśmy do końca naszej podróży. Jak wrażenia? Jak się sprawuje konwencja tego typu tekstów? Tak czy owak, piona, dzięki że dotarliście do końca!